Cel podróżowania to nie miejsce, do którego zmierzasz, to nowa perspektywa, z jaką patrzysz na świat – te słowa Henry’ego Millera idealnie oddają to, co wydarzyło się podczas naszej wrześniowej wyprawy. W ciągu kilku dni przemierzyliśmy cztery kraje, poznaliśmy niezwykłe miasta, zachwyciliśmy się śródziemnomorskimi krajobrazami i przekonaliśmy się, że podróż jest niczym książka – każda kolejna strona przynosi nową historię.
W niedzielne popołudnie, 20 września o godzinie 15:00, z Opoczna wyruszyliśmy autokarem w kierunku południa Europy. Przed nami była długa nocna podróż przez Niemcy, Szwajcarię i Włochy. Za oknami autokaru przesuwały się światła miast, a noc zdawała się być czarnym płaszczem rozpostartym nad naszymi głowami.
Choć droga była długa, świadomość czekającej nas przygody dodawała energii. Każdy kilometr był niczym kolejny krok do świata palm, lazurowej wody i południowego klimatu.
21 września około 9:30 dotarliśmy do Lugano, uroczego miasta położonego nad brzegiem jeziora. Po nocnej podróży była to prawdziwa nagroda – jakby ktoś nagle otworzył przed nami okno i wpuścił do środka słońce. Jezioro Lugano zachwyciło nas krystalicznie czystą wodą, która mieniła się w słońcu niczym rozsypane po tafli jeziora diamenty. Góry otaczające miasto wyglądały jak potężni strażnicy strzegący tego niezwykłego zakątka Szwajcarii. Spacerowaliśmy wąskimi, eleganckimi uliczkami, podziwialiśmy zabytkowe obiekty i chłonęliśmy atmosferę miasta. Nie zabrakło również historii i opowieści związanych z Wilhelmem Tellem. Lugano okazało się miejscem, w którym historia spotyka się z nowoczesnością, a natura prowadzi dialog z architekturą. Słońce nie oszczędzało nas – termometry wskazywały 28°C. Jego promienie delikatnie smagały nasze twarze, przypominając, że wakacyjna aura wciąż trwa. Po południu ruszyliśmy dalej. Przed nami była Nicea i kolejne perły Lazurowego Wybrzeża.
Poranek rozpoczęliśmy śniadaniem, a następnie wyruszyliśmy w stronę Èze – średniowiecznego miasteczka zawieszonego niczym orle gniazdo nad błękitnym Morzem Śródziemnym.
Èze oczarowało nas kamiennymi uliczkami, średniowieczną architekturą i niezwykłymi egzotycznymi ogrodami. Wędrowaliśmy zaułkami, które przypominały labirynt – za każdym zakrętem kryła się kolejna niespodzianka. Z wysokości mogliśmy podziwiać panoramę wybrzeża, gdzie morze spotykało się z niebem w niemal jednej, błękitnej linii. Na jednej z licznych wysp widzieliśmy posiadłość Eltona Johna. A potem przyszedł czas na Monako – maleńkie księstwo. Miasto przywitało nas niezwykłym ruchem. Trwały przygotowania do Monaco Yacht Show w Porcie Herkulesa, dlatego na każdym kroku można było poczuć atmosferę wielkiego wydarzenia. Ekskluzywne jachty wyglądały jak pływające pałace, a ich sylwetki lśniły na tle morza. Odwiedziliśmy miejsca związane z rodziną Grimaldich, podziwialiśmy zabytki oraz architekturę w stylu Belle Époque. Nie zabrakło również słynnego kasyna i kolekcji samochodów księcia Alberta.
Monako było jak sen – pełne blasku, elegancji i przepychu. Można było odnieść wrażenie, że luksus zamieszkał tu na stałe. Po pełnym wrażeń dniu wróciliśmy do hotelu. Wieczorem, przy wspólnej obiadokolacji, dzieliliśmy się wrażeniami. Każdy miał już w pamięci własne obrazy tego niezwykłego dnia.
Kolejny dzień rozpoczęliśmy od Cannes – miasta, którego nazwa od lat kojarzy się z filmem, gwiazdami i czerwonym dywanem. Słynie z 16 kin i 76 filmowych murali, dlatego podczas spaceru można było poczuć ducha X Muzy. Przechadzając się ulicami, mijaliśmy ślady filmowej historii oraz miejsca związane ze słynnym Międzynarodowym Festiwalem Filmowym. Spacer po Starym Mieście był jak podróż w czasie. Nie zabrakło również śródziemnomorskiego bazaru. Kolory, zapachy i gwar mieszały się ze sobą niczym paleta malarza. To właśnie takie chwile sprawiają, że podróż przestaje być tylko zwiedzaniem – staje się doświadczeniem wszystkich zmysłów. Po południu udaliśmy się do Nicei, jednego z najbardziej znanych miast Lazurowego Wybrzeża.
Najpierw przeszliśmy słynną Promenadą Anglików. Morze było naszym niebieskim przewodnikiem, a szum fal tworzył naturalną ścieżkę dźwiękową naszej wyprawy. Część grupy postanowiła zdobyć Zamkowe Wzgórze pieszo, podejmując małe wyzwanie, a część skorzystała z windy. Na szczycie wszyscy jednak otrzymali tę samą nagrodę – widok, który zapierał dech w piersiach. Z góry Nicea wyglądała jak kolorowy wachlarz rozłożony nad morzem. Błękit wody, jasne budynki i zielone wzgórza tworzyły obraz, którego nie sposób było nie zatrzymać w pamięci. Następnie zagłębiliśmy się w Stare Miasto Nicei. Zaskoczyły nas nietypowe klatki schodowe bez okien, przypominające puste pionowe przestrzenie prowadzące przez wnętrza kamienic. Na Placu Masséna mogliśmy odpocząć i ochłodzić się przy Fontannie Słońca. Rzeźby symbolizujące planety wyglądały niczym bohaterowie mitologicznej opowieści. Uwagę przyciągały również słupy z posągami kontynentów.. Nadszedł ostatni dzień naszej wyprawy. Po śniadaniu, wykwaterowaniu i spakowaniu bagaży ruszyliśmy w drogę powrotną. Jednak zanim skierowaliśmy się w stronę Polski, czekała na nas jeszcze jedna niezwykła perła Italii – Mediolan. Trafiliśmy na wyjątkowy moment – w mieście trwał Fashion Week, a jednocześnie odbywały się wydarzenia związane z Mistrzostwami Europy w siatkówce. Mediolan tętnił więc życiem niczym wielkie serce Włoch. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od Zamku Sforzów, monumentalnej budowli, która wyglądała jak kamienna brama prowadząca do historii miasta. Największe wrażenie zrobiła jednak na nas Katedra Narodzin św. Marii – mediolański Duomo. Jej marmurowa fasada była niczym misternie utkany koronkowy gobelin. Liczne sterczyny, rzeźby i gargulce tworzyły niezwykłą kompozycję, a ogromne witraże wpuszczały do wnętrza kolorowe smugi światła. Był też czas na włoskie przysmaki. Bo przecież prawdziwa podróż nie może obyć się bez spotkania z lokalną kuchnią! Niestety, każda podróż ma swój ostatni rozdział. O godzinie 19:00 ruszyliśmy w drogę powrotną do Polski. Za oknami autokaru znów pojawiła się noc, ale tym razem wracaliśmy bogatsi o tysiące obrazów, rozmów, uśmiechów i wspomnień.
Ta podróż pokazała nam, że świat jest wielką księgą, a kto nie podróżuje, czyta tylko jedną jej stronę. Wróciliśmy do Opoczna zmęczeni, ale z głowami pełnymi wspomnień i sercami pełnymi słońca. Bo przecież najpiękniejsze pamiątki z podróży nie mieszczą się w walizkach – zostają w pamięci. I dlatego warto podróżować. Warto patrzeć szerzej, poznawać nowe miejsca. Zatem nie odkładaj marzeń. Odkładaj na marzenia – i poszerzaj horyzonty! Arrivederci! Au revoir! Auf Wiedersehen! Do zobaczenia na kolejnej podróży!
Opiekę nad młodzieżą sprawowały: p. Monika Bernacka, p. Justyna Jasińska – Nieć, p. Agnieszka Kubiszewska i p. Marzena Papis.









